środa, 19 czerwca 2019

Ostatnie dwa tygodnie były dla nas bardzo intensywne.
Zostaną w naszej głowie na zawsze, bo wiązały się z tym, co kochamy - z Muzyką.
Można powiedzieć, że powoli nasze głowy wracają do normalnego życia.
Dzisiaj mija równo tydzień od naszego powrotu z Karpacza i czas podsumować ten wyjazd.
Wyjazd, którego jednym słowem, czy zdaniem nie da się opisać.
W jego trakcie uczyłyśmy się od nowa być sobą - ze sobą. Przełamywałyśmy swoje lęki i uczyłyśmy się miłości do gór.
Już od czwartkowego wieczoru wszystkie myśli i przygotowania skupiały się wokół piątkowego wyjazdu. Tworzyłyśmy specyficzne listy rzeczy i ze śmiechem informowałyśmy się o postępach w pakowaniu. ;-)
Na pociąg nikt nie zaspał - nawet największe śpiochy. Każda z nas tak długo czekała na ten wyjazd, że nie było o tym mowy. Ponad pół godziny przed czasem czekałyśmy już zniecierpliwione na peronie - licząc na to, że nasze zniecierpliwienie sprawi, że odjedziemy przed czasem.
Pogoda była wspaniała, a my czułyśmy, że przed nami cudowny czas.
W pociągu w czasie siedmiu godzin odbyłyśmy tysiące rozmów na tematy ważne i mniej ważne. Śmiałyśmy się, a każda z nas zostawiając Warszawę poczuła się wolna.
Kiedy dojechałyśmy na miejsce, nikt nie czuł zmęczenia. Wręcz przeciwnie, po zameldowaniu w hotelu i późnym obiedzie, nawet nie myśląc o odpoczynku wybrałyśmy się na popołudniowy spacer do Świątyni Wang - ewangelickiego Kościoła, który został w 1842 roku przeniesiony do Karpacza z miejscowości Vang w Norwegii. Jest to najstarszy, drewniany Kościół w Polsce. Zobaczyłyśmy też znajdujący się obok niego Cmentarz Górski, na którym spoczywa między innymi Tadeusz Różewicz. Zarówno w drodze do Świątyni Wang jak i z powrotem naszym oczom ukazały się pierwsze widoki i wiedziałyśmy, że jesteśmy w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Wrociłyśmy do hotelu, bo przed nami była sobota i... Śnieżka! Poranek przywitał nas deszczem, ale jako nieustraszone kobiety zaopatrzyłyśmy się w płaszcze przeciwdeszczowe i ruszyłyśmy przed siebie. Przed nami był wjazd wyciągiem, chwila odpoczynku w schronisku i wejście na Śnieżkę. Deszcz szybko minął zabierając ze sobą mgłę i kiedy na horyzoncie pojawiło się słońce ruszyłyśmy na szczyt. Miałyśmy ze sobą zaufanego człowieka w Osobie naszej Pani Dyrygent, więc trasę pokonywałyśmy z pełnym spokojem, chociaż i lekkim trudem. Po dotarciu na szczyt weszłyśmy na chwilę do kaplicy, by się pomodlić. Dla niektórych z nas (w tym dla mnie) była to wzruszająca chwila. Pierwszy szczyt zdobyty razem. Pierwsze wspieranie się w trudzie wchodzenia. Kto tego nie czuł - nie zrozumie. :-)
Na szczycie zachwyciłyśmy się widokami i zeszłyśmy tym samym, trudniejszym szlakiem. Wiedziałyśmy, że rano czekają nas pierwsze zakwasy, ale czy był ktoś kto się tym przejmował? Jestem pewna, że nie. Po powrocie wspólny obiad i wieczorna próba w ramach warsztatów muzycznych. Plan na niedzielę był znany od dawna - poranna Msza Święta i wyjazd do Czech i znajdującego się tam Skalnego Miasta. Zapach skał, wysokości i wąskie przejścia - takie atrakcje lubimy najbardziej. Kolejny dzień mogłyśmy uznać za doskonale spędzony i udany. Wieczorem nasza Pani Dyrygent zaprosiła nas na uroczystą kolację. Cały czas mogłyśmy się cieszyć swoim towarzystwem, a i (czego nie można ukryć) - doskonałym jedzeniem. Po kolacji tradycyjny wspólny, wieczorny spacer i próba w pokoju nr. 4, który został naszą salą prób, co skutecznie motywowało nas do tego, by zawsze wyglądał jak z katalogu - prawda Dziewczynki? ;-)
Ta próba była wyjątkowa. Postanowiłyśmy na niej zbudować utwór "Baba Yetu" od nowa. Postawić go od podstaw. Metodą prób i błędów, wzruszeń i nieopisanej wewnętrznej radości, zaczęła dziać się magia. Czas mijał, a my nadal śpiewałyśmy. Wiedziałyśmy już, że następny wieczór chcemy spędzić w tym samym miejscu, towarzystwie i z tą samą Muzyką. Był to przecież zaraz po "You raise me up" najważniejszy utwór Koncertu, który był przed nami. Musiałyśmy jednak kiedyś skończyć, żeby choć trochę się przespać i rano mieć siłę na to co przed nami, a przed nami była Szrenica. Kto zna ten wie, a kto nie zna - musi uwierzyć nam na słowo, że tam przełamuje się swoje lęki jeśli chodzi o przejazd koleją krzesełkową, najpierw co prawda wśród drzew, które nas otulają z obu stron, ale potem na wysokości 1300 m. n.p.m. Wtedy przychodzi czas, że musimy ten lęk przełamać, bo w zasadzie nie mamy innego wyjścia. Od stacji górnej miałyśmy do przejścia 300 metrów, i znalazłyśmy się na Trzech Świnkach, a stamtąd na Łabski Szczyt. I o ile droga do celu była całkiem przyjemna, o tyle powrót po odpoczynku w Schronisku, nie należał już do najłatwiejszych. Nic to jednak było dla nas. Motywowałyśmy się nawzajem. Na czele szła nasza Pani Dyrygent, wyznaczając nam trasę, więc wyrównałyśmy oddechy i szłyśmy dzielnie przed siebie śpiewając, rozmawiając na przeróżne tematy, a także pogrążając się w zadumie i w zachwycie pięknymi widokami dookoła. Dotarłyśmy do kolejki, którą zjechałyśmy na dół (tak, tak - kolejny lęk przełamany!) i pojechałyśmy na obiad do najlepszej smażalni ryb w Sosnówce, by z widokiem na urokliwe stawy zjeść najsmaczniejszą rybę jaką jadłyśmy w życiu. Do hotelu wróciłyśmy zmęczone, ale nie na tyle, by zrezygnować z popołudniowego spaceru, w trakcie którego można było kupić pamiątki z Karpacza. Po powrocie ze spaceru nie mogłyśmy się już doczekać wieczornej próby, która jeszcze bardziej niż poprzednia naładowała nas pozytywnymi emocjami. Był to bardzo wzruszający wieczór, pełen Muzyki i wielu ciepłych słów, które kierowała do nas nasza Pani Dyrygent. Wieczór podziękowań, śmiechu i nieukrywanej nostalgii, że ten wspólny czas minął tak szybko. Ten wyjazd nie odbyłby się gdyby nie Osoba, o której wspomniałam tutaj już kilka razy. Pani Jolu, dziękujemy za ten czas. Czas, który sprawił, że jesteśmy bardziej dojrzałe i jeszcze bardziej siebie kochamy. 
Dziękujemy za pokazanie nam piękna Karkonoszy i za możliwość Ich pokochania. 
Dziękujemy za znajomość szlaków, dzięki której z zamkniętymi oczami mogłyśmy przejść każdą trasę. W naszych głowach i sercach pozostaną widoki, smaki, zapachy i atmosfera, a tak chyba można zdefiniować udaną podróż. 
Dziękujemy za Wszystko!
 💜💜💜