|
Galerie
|
Czasami zastanawiam się, jak to się dzieje, że wszystko człowiekowi wychodzi w życiu, udaje się i zawsze jest dobrze tam, gdzie jest radość i miłość. Na te pytania jest tylko jedna odpowiedź - Pan Bóg. Bez Niego nikomu i nigdzie, nie uda się zbudować czegoś trwałego i pięknego takiego jak miłość i przyjaźń. My to tzn. chór "Kamionek", to wiemy i staramy się życie układać tylko z Panem Bogiem, i to nas zawsze jednoczy i buduje. I tak było na naszym wyjeździe. Dlaczego cudownym? Bo znów udało nam się spędzić tydzień razem w miłości i w cudownej atmosferze.
Wyjechaliśmy tzn. ks. proboszcz, i 13 chórzystek jak co roku na narty. Pogoda nam sprzyjała i od samego wyjazdu panowała wśród nas radość. Po Mszy Św. o godz. 10 wyjechaliśmy busem i samochodem osobowym w trasę do Zakopanego. Na miejscu, w Zakopanem byliśmy po 18 i po drodze zabraliśmy Łukasza i Magdę. Ucieszył nas, Ich widok i razem ruszyliśmy do naszej gaździny pani Janeczki i pana Franciszka. Na miejscu czekała na nas pyszna kolacyjka i serdeczność gospodarzy. Po wspólnej modlitwie i ustaleniu następnego dnia udaliśmy się do naszych pokoi. A co było w naszych pokojach? Radosc, wesołość, żartów co nie miara. Aż czasami za głośno bo ksiądz nie mógł przez nas spać. Ale nam było tak radośnie.
I tym razem mogłyśmy się wygadać, poznać się i zobaczyć, że dobrze jest wyjechać razem w imię Boże i czerpać tyle dobrego. W końcu zapadła cisza i poszłyśmy spać. Następny dzień, jak z resztą każdy, rozpoczął się Mszą Świętą, za którą dziękujemy Bogu, bo pozwalała nam spotkać się z Chrystusem i przyjąć Go do serca. Potem szybko do stołówki na pyszne śniadanko, potem jeszcze kawusia i do samochodów do Białki. Ale zaraz, zaraz prawie za każdym razem przygoda z busem, albo nie podjechał bo ślisko, albo na drodze korek, ale po drobnych opóźnieniach byliśmy na miejscu.
Nowe narciarki jazdę na nartach opanowały wyjątkowo szybko i zjazdy z Kotelnicy nie były dla nich problemem. Do domu zjeżdżaliśmy wieczorkiem. Tam czekał na nas przepyszny obiad. Po obiedzie mieliśmy a to wieczorek kolęd, a to odpoczynek i modlitwę, a to wyjazd na Krupówki, które nasz ksiądz tak lubi. Na tym wyjeździe mieliśmy tak dużo przygód, że opowiadać można by było, aż do nocy.(nasz wyjazd na Krupówki w niedzielę nasze stroje, suche kurtki, i wiele innych)
A i jeszcze bym zapomniała kulig. Super, trzy sanie po dwa narowiste konie, jazda nocą z pochodniami uuuuuu, mówię Wam coś cudownego. Śpiewy na saniach, ognisko, kiełbaski, śnieg, który padał i dzwonki, które dzwoniły jak w naszej kolędzie.
Ostatniego dnia na zakończenie pobytu odbyła się też, przecudowna modlitwa, którą zaproponował ks. proboszcz. Każda osoba, dziękowała Panu Bogu za to co otrzymała od Niego, i to było Takim największym naszym wspólnym przeżyciem. Otwarcie się na Pana Boga i wobec innych powiedzieć o Jego dobroci. Po wielu z nas było widać przeżycie i zdenerwowanie, ale to świadczy o tym jak Bóg jest wielki i jakich rzeczy dokonuje w nas, jeśli my pozwalamy Mu na to.
Za każdą modlitwę, która nas ubogaca, za każdą chwilę razem spędzoną w radości, pokoju i szczerości dziękuję Ci, Boże. I naszemu Księdzu Proboszczowi za Jego wielkie serce dla nas, nigdzie nie ma takiego opiekuna jakiego mamy my, Kamionek, dziękujemy bardzo mocno.
Ten wyjazd był cudowny dlatego, że wiele cudownych ludzi czyniło cudowne rzeczy.
|
|
|